• Wpisów: 680
  • Średnio co: 4 dni
  • Ostatni wpis: 2 lata temu, 19:59
  • Licznik odwiedzin: 43 629 / 3054 dni
 
bulba2009
 
Wes, kocury i rodzinka:     Jesienna przygoda.
      =====================
Kilku z Was już zna tę historię, jest ona jednak warta opisania szerszemu gronu ewentualnych czytelników. Tym bardziej , że Ci co ją znają nie znają dalszego ciągu tego wydarzenia.
Było to późnym latem lub jak inni wolą wczesną jesienią. Trzeba tu dodać , że wokół naszej checzy zawsze kręci się sporo czworonogów z tym , że głownie są to koty i to rasowe pochodzące z rodu Polski Kot Nizinny (niektórzy te przymiluchy zwą po prostu dachowcami). U nas mają wikt i spanko na styropianie pod dachem. Kotki dokarmiamy raz na tydzień tabletkami przeciw zajściu w kocią ciążę ale panom nie zapewniamy żadnych antykoncepcji (prezerwatyw kocich nie ma -podobno) natomiast na kastrację jako mężczyzna nie zezwoliłem. Wprawdzie to koty ale jednak chłopy a tu już męski szowinizm wziął górę, naszym kotkom nie zrobią dzieci a jak gdzieś na boczku sobie coś tam, coś tam to ich kocie prawo. Mieliśmy takiego jednego kota , wybitną kocią jednostkę nazywaliśmy go Dziubut. To taki domorosły tato. Potrafił zawsze zadbać o swoje potomstwo, przytulał, wylizywał mordkę i inne narządy, uczył polować i bawił się z nimi jak matka. Bo prawdziwego ojca poznaje się po tym jaką matką jest. Nawet spał ze swoimi młodymi a w chłodniejsze noce potrafił malucha przytulić i ogrzać.
Naszedł ten dzień , kiedy miało miejsce to zdarzenie. Tego dnia "nasz" Dziubut przyprowadził swego młodego. Kocię nie miało jeszcze miesiąca. Kociak był niedożywiony i dość brudnawy.Kocię miało bardzo zaropiałe oczy i jakaś wydzielina z nich się sączyła. My jako prawi ludzie w te pędy do kliniki pojechaliśmy i tam diagnoza była nie za ciekawa - kocię jest chore na koci katar. Pan doktor (doktor nie lekarz) wytłumaczył nam na czym ta choroba polega i jakie rokowania na przyszłość. Przyszłość dla tego maluszka jakby nie patrzeć nieciekawie się zapowiadała. Proponował uśpienie lub długotrwałe leczenie. Jednak jak się dowiedział, że to kocię wolno biegające to nawet namawiał nas do eutanazji małego. Postanowiliśmy go leczyć i może wyleczymy go z tego kataru. Po miesiącu kociak cały czas miał chore oczy mimo ciągłego dawkowania leków oraz zakrapiania oczu. W międzyczasie jego ojciec opiekował się dzielnie swym dzieciakiem. Poznaczył moczem wszystkie wystające z ziemni progi, murki, siatki, krzewy, drzewa dosłownie wszystko obsikał tak aby mały kierował się zapachem. Jak mały się oddalił za bardzo to w zębach go na taras przynosił , polizał i dalej pilnował. W tym czasie Dziubut nigdzie na dziewuchy nie chodził i przez ten okres robił za matkę.
Po kolejnej wizycie w klinice okazało się , że kocie jest niewidome. Po prostu za długo trwała choroba, podobno jakbyśmy z nim o dwa tygodnie wcześniej przyjechali to oczy byłyby do uratowania. Pozostało nam tylko jedno kupić małemu białą laskę i wziąć do domu już na zawsze. No bo jak go puścić wolno , przecież nie da sobie rady. Problem jednak jak toto maleństwo przyjmie mój Michu. Jakoś tam dały sobie kilka razy po pyskach, troszkę się pogoniły, siusiu i kupkę jednak w jeden dołek robiły, no jakoś będzie.
W grudniu ojciec małego Dziubut odszedł do kociego Nieba z powodu starości.W naszych serduchach jednak pozostanie na zawsze jako ten wzorowy Ojciec przez duże "O".
Małego nazwaliśmy Franek , mimo swego kalectwa a może dlatego jest to największy przymiluch w naszym domu. Tylko Michu jest troszkę (czasem) zazdrosny i wtedy się boczy na mnie(troszkę).

Nie możesz dodać komentarza.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować ten wpis.