• Wpisów: 680
  • Średnio co: 4 dni
  • Ostatni wpis: 2 lata temu, 19:59
  • Licznik odwiedzin: 46 629 / 3233 dni
 
bulba2009
 
Wes, kocury i rodzinka: Dlaczego nie zabieram autostopowiczów do samochodu
===========================================
Było to dość dawno temu. Dla mnie dość dawno dla młodych to już czasy dinozaurów i innych jaszczurów. To była końcówka lat siedemdziesiątych lub początek lat osiemdziesiątych oczywiści ubiegłego wieku. Posiadałem wówczas upragnione autko fiacika 126 p , czerwonego z siedzeniami z ciemnego skaju i z zagłówkami na przednich siedzeniach. Dumny byłem z tego cacka jak każdy posiadacz podobnych cudów techniki. Takich szczęśliwców jak ja było wówczas niewielu ale byli. W ogóle czasy były takie sobie, ciągłe braki wszystkiego nawet podstawowych rzeczy. Jednak żyło się i każdy potrafił sobie i dla rodziny wszystko załatwić. Tak wtedy to każdy Polak potrafił wszystko załatwić, bo najmniejszym problemem były pieniądze. Każdy miał ich nadmiar, to była jedna jedyna rzecz którą Polacy mieli w nadmiarze.
Mieszkałem wówczas w Kołobrzegu. Bardzo często jeździłem do pobliskiego Koszalina , bo to raptem około 40 kilometrów a i droga była niezła. Koszalin był wtedy miastem wojewódzkim i jako takie miał znacznie większe dostawy do sklepów poza sezonem letnim. W lecie to chyba tamte władze więcej dbały o Kołobrzeg. Dla turystów i wczasowiczów to robiono aby w czasie złej pogody mogli sobie po sklepach pochodzić.
Ale nie o tym miało być. Jednak trzeba było taki wstęp zrobić aby przedstawić troszkę historii.
W ten dzień wracałem z Koszalina po niezbyt udanym obchodzie sklepów. Bardzo mało udało mi się kupić więc i nerw miałem niezły. Włączyłem radio (tak miałem) i wsunąłem kastę i jadąc do domu tak sobie czas umilałem. Nudno było i na dodatek jeszcze deszcz zaciągał więc wycieraczki miały coś do roboty. Więc było nas dwóch ja i wycieraczki co to coś robili. Zbliżałem się do Ustronia Morskiego a tam przy wiacie PKS-u stał starszy jegomość z dzieckiem w wieku szkolnym. Starszy pan zamachał w moją stronę. Zatrzymałem się.
- Słucham pana - zapytałem - o co chodzi.
- Czy mógłby pan mnie i wnusia podwieźć do Podczela - poprosił gościu - bo autobus chyba nie przyjedzie. Stoimy już godzinę a jego nie widać. Może wypadł z trasy albo co ?
- Proszę niech wnuk siądzie z tyłu a pan z przodu.
Droga trwała bardzo krótko, zaledwie kilkanaście minut. Nawet nie zdążyliśmy pogadać. Na odchodne starszy pan chciał mi dać pieniądze ale stanowczo odmówiłem. Więc podziękował oni poszli do sanatorium a ja udałem się w dalszą drogę do domu.
Po kwadransie byłem już na miejscu. Z bagażnika wziąłem zakupy i zamknąłem autko. Wtedy zobaczyłem na tylne siedzenie, tak od niechcenia. A tam pięknie pocięte nożykiem przednie siedzenia. Od góry do dołu same cięcia. Wszystko poniszczone, po prostu do wymiany. Już nie muszę opisywać jak się wówczas poczułem. Przy czym wściekłość to bardzo delikatne określenie.
I właśnie dlatego od tego czasu nigdy nikogo obcego do swojego samochodu nie zabieram. Nigdy i przenigdy. To taka odpwiedzialność zbiorowa.

Nie możesz dodać komentarza.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować ten wpis.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego
  •  
     
    Czytałem o tym w Twoim wpisie, oj sporo czasu temu.
     
  •  
     
    Autostop umarł śmiercią naturalną, choć zdarza się mi jeszcze zabrać "na stopa" w absolutnie jednoznacznej sytuacji. Ostatnio chyba daleko od kraju. Szkoda, że nie tylko z powodu powszechnego dobrobytu. Doświadczyłem za to innego "stopa". Kiedy służbowe auto "rozkraczyło" mi się 1000km od Polski, zadziałała szoferacka solidarność. Wywołanie na CB i ...dojechałem do domu w kabinie TiRa.
     
  •  
     
    No to witam w klubie tych co już nie zabierają na stopa, nikogo. Wprawdzie czasy się zmieniły , prawie wszyscy mają samochody, więc teraz w tych jakże innych czasach to może bym się i zatrzymał i podwiózł kogoś. Jednak teraz ludzie unikają innych ludzi i każdy woli własną drogą iść. Może i trudniejszą ale własną. Po drugie nawet nie ma się gdzie zatrzymać, bo nie wolno (zakazy). Nie ma milicji, w sklepach pełno wszystkiego, komuna się pochowała, tylko jakoś tak smutno i tęskno za tamtymi czasami. Może dlatego , że młodsi byliśmy , albo co innego. Nostalgia mnie dziś dopadła lub inna choroba.
     
  •  
     
    W niemal równie zamierzchłych czasach, a na pewno jeszcze za komuny, w ubiegłym tysiącleciu, miałem trochę podobną sytuację. Powoziłem wówczas autem służbowym. Przy wyjeździe z jakiegoś miasta na przystanku PKS zatrzymał mnie milicjant. "Zabierzesz tego kolegę do (mniejsza o nazwę)" i pakuje mi gościa do auta. "Nie zabiorę" odpowiadam wqrwiony. Szczena na glebę - "Dlaczego???".  "Bo mój Szef mi zabronił". Jeszcze kilka minut równie głupiej wymiany zdań i odjechałem z piskiem opon i niedomkniętymi drzwiami. Warto dodać, że to były początki tego prawdziwego kapitalizmu, komuna się chwiała i postawienie się milicjantowi nie było już takim bohaterstwem. Miałem po prostu w aucie towar, a w kieszeni gotówkę z utargów, wielokroć przekraczające wartością auto którym jechałem. Po prostu się bałem, a żyjący wciąż w upadającym ustroju funkcjonariusz nie pojmował oględnych aluzji, dlaczego muszę jeździć sam.
     
  •  
     
    Taki samochód jakie czasy - Nortusie.
     
  •  
     
    autostop w maluchu ????????
    horror :d