• Wpisów: 680
  • Średnio co: 4 dni
  • Ostatni wpis: 2 lata temu, 19:59
  • Licznik odwiedzin: 46 030 / 3206 dni
 
bulba2009
 
Wes, kocury i rodzinka: Ku pamięci !
 Pięć lat minęło od tamtych tragicznych wydarzeń. Pięć lat u nas w gminie to już cała wieczność. W tym czasie bardzo wiele zmian wokół całej posiadłości wójta. Już drogi mamy lepsze, domy odmalowane i poreperowane jednak jeszcze dużo roboty przed nami. Jednak pięć lat pozytywnie zostało zapisane dla naszej władzy.
  Jednak aby wszystko jasne było muszę koniecznie od początku zacząć. A było to pięć lat temu :
- Przedstawiciele jednego sołectwa z naszej gminy jechali uczcić pamięć swojego dawnego sołtysa. Sołtysowi zmarło się jakiś czas temu w bardzo niejasnych okolicznościach.
Pochowany został na cmentarzu w sąsiednim sołectwie , bo tylko tam było miejsce na parafialnym cmentarzu. Nasz proboszcz nie chciał go pochować na administrowanym przez siebie cmentarzu, bo sołtys niezbyt chętnie chodził do kościoła a i krytykował proboszcza gdzie się da. Widać byli bardzo skłóceni i to nie na żarty.
Tak więc reprezentanci tej wsi jechali do tamtej wsi aby godnie uczcić swego reprezentanta. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że było ich więcej niż mogło się zmieścić do służbowej osobówki sołtysa. Jednak jak zawsze w takich wypadkach pomysłowość naszych rolników nie ma sobie równej w całej Europie. Wzięli "Nyskę" towarową od ogrodnika, która była używana do zaopatrywania wioskowego sklepiku w warzywa i kwiaty. Nyska nie posiadała rejestracji, bo nie poruszała się po drogach publicznych a tylko po prywatnych. Nie przeszkadzało to jednak naszym radnym. Nyska ujmując rzecz dosadnie nie powinna już nigdy jeździć i to nigdzie, działały tylko dwa biegi no i wsteczny, nie miała hamulców ani świateł. Jednak droga był krótka więc tylko wsiadać i jechać. Oczywiście na drogę zabrali jakieś piwko, ciasteczka i troszkę wódki aby godnie uczcić pamięć sołtysa, którego chyba sami osobiście nie znali a może nawet nigdy nie spotkali. Co jednak nie robi się dla poklasku. Oczywistością oczywistą był też fakt, że obecny sołtys też jechać postanowił. Czekali więc na niego prawie godzinę, bo tak długo żona go w tą podróż wyprawiała a w ostateczności sama też postanowiła się z nimi zabrać. Stasiek, który był za kierowcę tej nyski już z nerwów wychodził więc wypił sobie na odwagę kilka głębszych. Pojechali a jak przejeżdżali w pobliżu jezior to nastąpiła taka mgła, że Stasiek nawet drogi dobrze nie widział. W końcu wójt powiedział że już powinien za tym mostkiem skręcić w lewo. A za kilka chwil krzyknął - Stasiek teraz w lewo.
No i stało się. Wprawdzie mostek minęli jednak skręcili w lewo a miało być w prawo. Nyska wpadła w rów, w głęboki rów, potem uderzyła w topole, kilkukrotnie przekoziołkowała aby na koniec się zapalić.
Nikt z tej katastrofy nie przeżył.
Teraz w dniu 13 każdego miesiąca od tamtej tragedii część z rodzin, która straciła bliskich, urządza obchody pamięci. Chodzą po wiosce z krzyżami i chorągwiami a nawet mają transparenty. I tak co miesiąc. Co rok.


(dalszy ciąg nastąpi)

Nie możesz dodać komentarza.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować ten wpis.