• Wpisów:687
  • Średnio co: 4 dni
  • Ostatni wpis:2 lata temu, 19:59
  • Licznik odwiedzin:44 999 / 3145 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Cztery dni mnie tu nie było, nie nic mi nie padło . Ja padnięty byłem i jako urodzony Wiking do takich tropikalnych temperatur to niestety nie przywyknę. Już wole mój letni dom w Nissallu niż te spiekoty . Nie dość , że temperatura żyć nie pozwala to jeszcze rano Szczęście moje jeszcze przed śniadaniem mobilizuje wszystkich do węży i dawaj polewać wszystkie hektary . Fakt , że do podlewania nie korzystamy z wodociągu a jedynie z wody z własnego ujęcia , bo w zbiornikach z deszczówką to tylko dno widać (całe 10 ton wody deszczowej już na pole poszło). Głośno tego Szczęściu memu nie powiem ale Wam tak - to , że trawa jest u nas jeszcze zielona to tylko jej zasługa. Prawie u wszystkich sąsiadów po trawie to tylko popiół pozostał tak wszystko przez słońce zostało wypalone. Rano skoro świt olewamy wszystko , potem mamy kilka godzin spokoju a na wieczór znowu węże idą w ruch .
Monotonia , nic się nie dzieje , myśli nawet trudno zebrać a tu i tak grzeje. W klatce meteo (2 metry nad ziemią) najwyższa temperatura była przedwczoraj o 13 i wynosiła 34,6 st.C., opad 0, wiatr z kier zmiennych od 2 m/s do 8 m/s , ciśnienie zmienne od 1010 do 1004 hPa.. Podobno za kilka dni ma się pogoda bardziej do normalnej ustabilizować ale jak to z pogodą to się zobaczy.
Pozdrawiam Wszystkich i troszkę ochłodzenia życzę.
  • awatar niewierna_ja: Właśnie dzisiaj doszłam do wniosku że jednak kocham takie upały. Jest cudownie i bosko. Nie mam czym oddychać, opijam się wodą mineralną bez końca, nie chce mi się jeść ale jest cudownie. Słońce świeci od samiuteńkiego rana :D aż do prawie 21. Jest fantastycznie. :D I chętnie wlazłabym pod takiego węża ogrodowego :p
  • awatar madleine: Witaj. Wszyscy już chyba tymi upałami są zmęczeni. U nas też biegamy rano i wieczorem z wężem. A datury- 3 takie wielkie, jak drzewo i około 10 małych, to nawet cztery razy dziennie podlewamy, bo tak żałośnie im liście od gorąca zwisają. Straszne to pijaki! I wróblom co dzień kałużę na podwórku robię- całe stado przyfruwa i się tam pluska. Dziś to zanim wstałam już na mnie czekały
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Kilkanaście dni dobrego słońca i wszystko pnie się do góry, wszystko idzie do słońca. Już jemy własne ogórki z cieplarki, na pomidory i paprykę to jeszcze troszkę poczekać musimy. Marchew już jest, kalarepka też, pełno kopru a i pietruszka dorasta. Jednakże najlepiej i najwięcej mamy kabaczków i rabarbaru. Już wszyscy dokoła zajadają się kabaczkami na różne sposoby robionymi i popijają kompotem z rabarbaru. Jest nie tylko taniej ale i chyba zdrowiej.
Dzisiaj na obiadek zaserwuję placuszki z kabaczka i kompot z rabarbaru,agrestu,porzeczek, truskawek i poziomek. Nie muszę dodawać , że wszystkie składniki zostały dostarczone do kuchni przez Szczęście moje po porannym obchodzie checzy i pola.
Kabaczka obrałem ze skóry , pozbawiłem go gniazd nasiennych i starłem na wiórki i całość lekko posoliłem aby wodę oddało. Potem startego i posolonego (lekko) na grubym sicie umieściłem na ponad godzinę aby cały nadmiar soku uszedł. Do tak przygotowanego kabaczka dodałem 2 łyżki oleju z pestek winogron, trzy żółtka i jedno białko i tyle mąki aby ciasto było bardzo gęste. Pozostałe dwa białka poszły do wysokiego naczynia i troszeczkę posolone to zostało, teraz mikser do ręki i dalej wyrabiać gęstą pianę, taką aby od dna się nie odrywała. Ubite białka włożyłem delikatnie do ciasta kabaczkowego i bardzo delikatnie połączyłem wszystkie składniki. Smażyłem na patelni w grubej warstwie oleju słonecznikowego na bardzo gorącej patelni na złoty kolor z obu stron. Potem placuszki na ręczniki papierowe układałem aby tłuszcz oddały. Gdy już wszystko było popieczone, zrobiłem sos do polania. Truskawki z poziomkami i kilkoma łyżeczkami cukru pudru oraz z małą śmietaną 18% ukiszoną rozdrobniłem blenderem. Kompocik już gotowy , placuszki też a i sosik już chłodzi się w lodówce.
Wszystko to na stół zostanie podane jak już moje dziewczyny z tarasu przyjdą opalone na mulatki. Cały obiadek będzie na zimno , bo i co jeść w takie upały. Przy okazji Wam też polecam.
  • awatar Nortus & Potworna spółka: ciekawa propozycja
  • awatar Bafka: Uwielbiam placki z kabaczka, chor robie niecoinaczej. Ale na razie kabaczkow brak. Mam tylko wtedy jak dostane czasem od mojej mamy, ktora przywiezie mi ze swojej polskiej dzialeczki. Aj duzo bym dala za takiego fajniutkiego kabaczka.
  • awatar Anukett: ale to musi być pycha :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Nie wiem sam jak to się stało ale stało się. 300 dni z Wami i co z tego wynika. Do jednego mogę się przyznać bez jakiegokolwiek bólu, każdy dzień bez neta to dzień stracony. Nie kadzę nikomu tak jest, po prostu jest tak. Dzięki temu ustrojstwu poznałem wiele osób godnych powielenia a i też kilka osób co to swoim życiem grają jak w ruletkę. Nikomu nauk na przyszłe życie dawać nie mam zamiaru ale kilka osób powinno dobrze zaglądnąć w swoje serce i duszę a na pewno dużo lepiej w życiu będzie im o wiele lepiej. Kocham Was wszystkich i tych od wiadomości o naszym pięknym kraju (Nortus), tych którzy są daleko od nas ale z sercem w Polsce(Bafka), tym kochającym zwierzęta i ogrody(madleine), tym którzy nie potrafią znaleźć właściwego dla siebie partnera, przyszłym fotografom zawodowym, opiekunkom do siostrzeńców a i o najmłodszej jakże pięknie rozwijającej się latorośli (Miśka). Kochani dzięki Wam moje starcze życie jest o wiele wiele jaśniejsze i przestaję się bać o nasz piękny kraj. Dziękuję Wam za to że jesteście i za to że macie niespaczone charaktery. Trzymajcie tak dalej, pracujcie, uczcie się, i zapamiętajcie zawsze trzeba równać do najlepszych i tego z całego serca Wam życzę Wes.
  • awatar niewierna_ja: Gratulacje :D
  • awatar Bafka: Wesley, no tym starczym zyciem, to rzeczywiscie pojechales sam sobie po bandzie. Toz ja czytajac Twoje wpisy czuje sie mlodo, bo niezaleznie od tego ile ty tam wiosen masz juz na karku to wciaz tryskasz mlodoscia. Takim mlodzienczym zapalem i ktorego nieraz brak nawet nastolatkom. No a i chyba wiesz, ze my ci tez dziekujemyza to ze jestes. :) Trzymaj sie ciplutko (albo w te upaly nieco chlodniej) i badz z nami kolejne setki dni, a nawet tysiace. :*
  • awatar madleine: @Wesley van der Zaret: a proszę bardzo :) miłego wieczoru i dnia jutrzejszego :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Ranek nie był łaskawy dla mnie. Zostałem brutalnie obudzony o 8 rano i zadano mi pytanie , pytanie co najmniej nie stosowne do godziny- czy ty mnie jeszcze kochasz? No co ma odpowiedzieć człowiek znienacka w prawie środku nocy obudzony? Nie wiem , nie chcę wiedzieć co odpowiadają inni w takiej sytuacji. Nigdy nie wiem co na to odpowiedzieć, wszak wszystkim dookoła wiadomo że jestem zakochany lecz dlaczego ciągle powtarzać - kocham cię. Przecież to musi się kiedyś znudzić, a może tak trzeba . Ja nie wiem , ja nie potrafię ciągle powtarzać to co jest istotne.
Pobudka była wszak nie po to abym określił się ze swoją miłością , pobudka była celowa , bo i Szczęście moje wymyśliło sporo roboty dla prostego inżyniera i nie od roli. Tak to jest jak magister w domu chce rządzić.
Nawet śniadanko zostało już przygotowane i o dziwota jajecznica na skwareczkach ze szczypiorkiem i nawet lekko płynna taką jaką lubię. Już tu wietrzyłem podstęp, a i okazało się trafnym mym spostrzeżeniem robotę w polu moje Szczęście dla mnie znalazło, trzeba dwa drzewa moreli ściąć i korzenie wykopać. Fizyczny to fizyczny jak pani karze to pan musi.
Niestety taki głupi to ja nie jestem, poszedłem po naszych menelków a oni to we dwóch zrobili szybciej i sprawniej jak ja. Szczęście moje nawet tego nie zauważyło bo już była jej kumpela ,ta od darcia pierza,a zajęte obie tak były plotkowaniem że jakby wybuchnęła wojna to po paru dniach dopiero by się zorientowały że coś nie tak.
Potem , już wieczorem był jakiś tam mecz w piłkę nożną (podobno) i nad zwyczaj delikatnie mnie poproszono o to abym moim paniom nie przeszkadzał w czasie tego spektaklu, bo to dla nich bardzo ważne.
Bycie samcem jest tragedią , no i co z tego że nie wiem i nie chcę wiedzieć co i jak w tej piłce się dzieje, mnie to po prostu wcale nie interesuje i dlaczego mam się na tym znać.
  • awatar Bafka: rozsmieszyl mnie twoj wpis jakos na maxa :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
  • awatar madleine: @Nortus & Xylia: szybkie łapy może i tak. Ale na pewno ostre pazurki. I weź takiemu charakternemu stworzonku jak kot podpadnij! ;)
  • awatar Nortus & Potworna spółka: @madleine: przecież wiem, że nie chciałaś jej schrupać, nie da się, za szybkie łapy ma :D
  • awatar Bardzo Gorzka Czekolada: @Wesley van der Zaret: Dogadzasz mu :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (19) ›
 

 
Od rana moje radio podaje przykłady pierwszej pracy w życiu różnych ludzi. Każdy kiedyś musi iść pierwszy raz do pracy, niektórzy nie muszą ale chcą dorobić parę groszy aby podreperować swój budżet , prywatny budżet.
Tak stało się i ze mną. Byłem na trzecim roku i już miałem uprawnienia starszego rybaka dalekomorskiego. Uprawnienia niestety kasy nie dawały , więc w okresie tzw. wakacji postanowiłem się nająć jako ochotnik do pracy na kutrach rybackich w znanym przedsiębiorstwie.Żadnych problemów z tym nie miałem , bo przy okazji chciałem okres zatrudnienia do stażu pracy zaliczyć. Zostałem zatrudniony jako starszy rybak na okres dwóch miesięcy. No i się zaczęło.Dopóki w porcie byliśmy to jeszcze jakoś dawałem sobie radę lecz już pierwsze godziny po wyjściu z główek tego niezbyt dużego portu rybackiego stały się tragedią. Małe jednostki mają to do siebie , że rzuca nimi jak przysłowiowym spławikiem. Fala była mała , stan morza jakieś 2 do 3 a tu rozkołys jak jasna cholera. Jeszcze widać było światła portu a ja już na burcie leżałem i hołd panu mórz oddawałem po raz kolejny. Poprzednio na praktykach pływałem na dużych przetwórniach i tam tylko w czasie dużych sztormów zdarzało mi się przez zęby i przez burtę z Neptunem pogadać lecz bardzo rzadko. A tu nic tylko leżę na sieciach , na zawietrznej i co jakiś czas torsje wstrząsają moim całym ciałem. Dupa nie rybak, leży i kwiczy - tak kwitowali to starzy rybacy. Trwało to kilka rejsów a rejsy były nie długie po 3 , 4 dni. Praca mimo tych moich niedoskonałości wychodziła mi dobrze i nawet pewien aplauz w oczach Kaszubów dla mej osoby widać było. Nie pomagali, ale i nie przeszkadzali w chorobie. Prawie na okrągło powtarzali , każdy musi oddać tyle Neptunowi aż ten powie dość. Rzygałem i pracowałem, w czasie rejsu nie jadłem a tylko suchy chleb aby żółcią nie zwracać. Jadłem dopiero w porcie ogromne ilości sprawiając radość kucharzowi. Wszystko mi smakowało, nawet zimna grochówka była wyśmienita. Spałem tylko w domu rybaka do kolejnego rejsu, w morzu nie dane mi było pospać.
Po ponad trzech tygodniach takiego życia mieliśmy iść na dorsza lecz pogoda była nie za bardzo, radio podawało ostrzeżenie o silnym wietrze na część południową a o sztormie na część północną naszych łowisk. Na kutrze odbyło się pewnego rodzaju głosowanie , idziemy czy nie. Kaszubi jak to oni oczywiście byli za, oczy wszystkich na mnie a ja , a ja cóż ja. Biedny schorowany ludzik nieokrzepły w takich warunkach pogodowych, cóż ja mogłem powiedzieć , powiedziałem jedziemy. Żadnej pochwały ze strony Kaszubów za moje słowa ledwo wypowiedziane. Niestety nie mają do mnie zaufania, a praca na takim kutrze polega na wzajemnym zaufaniu wszystkich do wszystkich. Załoga to jedno ciało.
Poszliśmy w morze, podczas płynięcia na łowisko mieliśmy pełno roboty, a to liny powiązać, a to skrzynki zabezpieczyć, a to pompować wodę z zenzy. Roboty huk, wszyscy robią jak podczas alarmu szalupowego.
Jak dopłynęliśmy na łowisko, to zaraz sieć poszła do wody, deski rozporowe nadały sieci właściwy kształt i zaczęło się trałowanie a ja zdrowy. Pierwszy raz zjadłem śniadanie i to na dodatek podczas niezłego bujania okrętu. Ot i się zaczęło od tego dnia stałem się w pełni członkiem załogi. Po powrocie do portu od załogi zamiast dyplomów dostałem jako pamiątkę - magnetofon kasetowy MK 25 (to było cudo i do dziś go mam i jest sprawny). Taka to była moja pierwsza praca, potem to już było różnie ale zawsze ciekawie. Kiedyś gdy wybierałem dla siebie zawód który chciałbym uprawiać , mój dziadek (mój mentor życiowy) powiedział - wybierz sobie taki zawód abyś nie musiał do pracy chodzić. Ja wybrałem i już nigdy do pracy nie chodziłem a tylko dla przyjemności .
  • awatar Wes, kocury i rodzinka: @nomadka: Ja też, lecz nie szukałem za długo. Znalazłem. Jednak najdziwniejsze jest to , żer na urlop zawsze udawałem się pod żagle, i taki urlop był moim spełnieniem.
  • awatar nomadka: Najpiękniejsze jest to, że udało Ci się połączyć pasję z zawodem! Na dodatek nieprzeciętnym :). No i nie bez znaczenia jest to, że do roboty chodzić nie musisz! Nie umiałam sobie wyobrazić siedzenia plackiem w biurze przez 8 godzin!!! Szukałam zawodu który pozwoli mi na większą swobodę i znalazłam!
  • awatar Wes, kocury i rodzinka: @Nortus & Xylia: To były kolejne rejsy ale na całkiem innych jednostkach. Pierwszy rejs to na M/T Kaszuby (112 m po linii wodnej) a tu to 24 m po linii wodnej. Tam (Kaszuby) załoga to blisko 150 ludzi a tu 8 straceńców. Pozdrawiam Wes.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Troszkę więcej jak 50 % Polaków poczuło się odpowiedzialnymi za losy naszego Kraju, kraju nad Wisłą. Czyżby tej drugiej części wszystko było obojętne, być może. Jednakże ta połowa która nie brała czynnego udziału w wyborach nie ma teraz prawa narzekać, że nie tego wybrano. Każdy miał szansę oddać swój cenny głos na któregoś z kandydatów.
Czy ja osobiście jestem z tego wyboru zadowolony? Trudno mi się jednoznacznie w tej chwili określić. Żaden z tych panów nie pochodzi z mojej bajki o kraju mlekiem i miodem karmionym. Znowu głosowałem nie za ale przeciw.Znowu nie tak, znowu wybór pomiędzy kaczylandem a liberałami. Nie nie tak miało być ale już poszło. Teraz trzeba przyglądać się dokładnie jak sobie ten pan poradzi?
Tym bardziej trzeba wszystko dokładnie widzieć, bo już na jesieni wybory lokalne. Lokalne władze są nam , obywatelom, troszkę bliższe bo i są dużo bliżej nas a one właśnie są po to aby nam życie ułatwić i w miarę organizować struktury miejskie i powiatowe. Poczekamy zobaczymy.
  • awatar Wes, kocury i rodzinka: @Nortus & Xylia: Dokładnie tak jest. Jednak wolę naszą Polską zaściankowość od Rosyjskiej wolności.
  • awatar Nortus & Potworna spółka: dokładnie, wybieramy znowu nie za a przeciwko. ale większość Polaków ma w d... co się dzieje, potrafi tylko mordę drzeć i nic nie robić. Każdą władzę trzeba kontrolować i rozliczać, nie zapominać. teraz PO nie może już zwalać winy na innych, chociaż nie wiadomo jaki będzie Bronek. Teraz PO nie może mu czegoś kazać, wprowadzić dyscypliny partyjnej w głosowaniu. On już, jak każdy b. prezydent nie wróci to takiej samej polityki, jak przed wyborami. Ciekawe, że w większości cywilizowanych krajów ludzie się żrą w czasie wyborów a z chwilą zakończenia ich razem pracują dla kraju, tylko nie Polska. No i Rosja jeszcze taka jest.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
  • awatar dietkowa: @Wesley van der Zaret: Fajnie jest mieć taki azyl, ja niestety takiego nie posiadam ,a chciałabym
  • awatar Wes, kocury i rodzinka: @dietkowa: @madleine: To jest mój azyl przed wszelkimi kaprysami Szczęścia mego a i dom ucieczki przed przyszłą pracą.
  • awatar dietkowa: Bardzo ładny domek :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
  • awatar ni......: śliczne...:)
  • awatar nomadka: To pierwsze od góry, to chyba dziewanna. U nas jest przysłowie, które mówi: "Gdzie rośnie dziewanna, tam uboga panna"! :), tu chyba nie trafione, bo panna bogata w uzdolnienia, serce pełne dobrych uczuć, przyjaciół ... Pozdrawiam, zazdroszczę tych "hektarów" przydomowych, pieknie tam u Was...
  • awatar madleine: Te kwiaty na czwartym zdjęciu- mam takie, tylko dużo jaśniejsze
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
  • awatar ni......: wow...jak masz ślicznie...jestem pełna podziwu Twojej pracy...wiem ile to wysiłku i samozaparcia kosztuje by utrzymać tak piękny ogród:)
  • awatar niewierna_ja: Przepięknie. I do towarzystwa żabka oraz jaszczureczka. Cudnie. :)
  • awatar miśka*: nieziemsko :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (18) ›
 

 
Niestety musiałem wyjechać do miasta Olsztyn do siedziby jednej z sekcji UE , bo tam nasze dokumenty przekazano a była konieczność ich skserowania i potwierdzenia w celu złożenia w Banku, jako zabezpieczenie do ewentualnej kwoty zasilającej nasze inwestycje. Podróż trwała niezbyt długo. Na miejscu wszystko dość szybko załatwiłem. Pozostało mi wiele czasu. Postanowiłem pojechać do Mrągowa gdzie mam rodzinę , której przez niedbalstwo własne zbyt długo nie odwiedzałem. Telefon wykonałem, byli w domu. Określiłem swój cel przyjazdu i otrzymawszy akceptację tej wizyty w autko i dalej jazda do Mrągowa stolicy pieśni ludowej zwanej tu cantry song. Mąż kuzynki jest współwłaścicielem spółki zajmującej się odłowem ryb z jezior oraz zarybianiem akwenów należących do PZW. Jadąc tam już widziałem , że pojem dobrej jeziorowej ryby. Niestety przeliczyłem się, na miejscu okazało się, że wśród tych rybek były również rybki dwuśrodowiskowe takie jak łosoś i sandacz. Łosoś i sandacz należą do ryb żerujących i w wodach słodkich jak i morskich. Myliłem się co do meni tego wieczora, lecz ja mimo wszystko byłem przygotowany. Już w Olsztynie kupiłem dość pokaźnych rozmiarów buteleczkę z bardzo dobrym płynem , płyn ten nazywa się "palinka" i ma 70 prof. w każdym razie tak na butelczynie jest napisane. Osobiście jako człowiek północy lubię mocne trunki, natomiast dla kuzynki kupiłem też dość dużą butelkę wina chilijskiego o lekkim różano-winogronowym smaku, kiedyś to piłem i mi bardzo smakowało, a Szczęście moje zachwycało się smakiem tego trunku.
Nie będę wszystkiego opisywał co i jak przy tej niespodziewanej kolacji się działo , bo sensu żadnego to nie ma. Powiem tylko tyle , że wieczór się udał, udał się doskonale. Jednak około 11 wieczór kuzynka dosmażyła jeszcze sielawę i kilka okoni. Ludzie ci to za wyżerka dla człowieka spragnionego takiego właśnie białka. Pojedliśmy , popiliśmy i poszliśmy spać.
Dzień następny rozpoczął się od mocnej kawy z dużą ilością cukru i plasterkiem cytryny. Potem była gorąca kąpiel. Przerwa i dużo łażenia po okolicy i aby głupio nie wyglądać dostałem do obstawy wielkiego jak stodoła dobermana na smyczy z przykazaniem aby się tylko Haker nie zerwał. Tak spacerowałem przez trzy godziny i chyba obszedłem wszystkie jeziora na Mazurach a może mi się tak zdawało. Do domu powróciłem zmęczony ale szczęśliwy. Krótka drzemka, ponowna kąpiel i powrót do domu.
Dwa dni spędzone ponad miarę.
  • awatar Nortus & Potworna spółka: dobrze się oderwać czasami od codzienności.
  • awatar madleine: nie ma to jak spacer z dobermanem! Przy takim to i bezpiecznie i obijać się nie można :) A z tym zerwaniem to fakt, trzeba uważać- mój dobek- Baron, zerwał kiedyś smycz z łańcucha, gdy za psem chciał pobiec. Sile bydlaki ale kochane
  • awatar nomadka: "Palinka" to zwykle mocny trunek zaprawiany korzeniami i karmelem. Tak jest na południu Polski i Słowacji. Wypiłam kieliszek tego rarytasu po raz pierwszy mając 16 lat, zupełnie wtedy nie rozumiałam dlaczego posadzka tak nieprzyjemnie faluje, stawia mi opór gdy ja jedynie chcę prosto iść przed siebie :). Degustowałam palinkę z bratem mojej babci! Robił ją sam od początku do końca ;)! Przepis na zaprawę wciąż u nas w rodzinie jest znany, degustuję ten trunek z wielką przyjemnością z moim ojczulkiem! Za to rybki u nas jedynie ze sklepu, chociaż i w Dunajcu bywają sandacze, szczupaki, okonie i jakieś tam jeszcze inne ich gatunki, ale rybaków - brak... Dawniej łososie płynęły tą rzeką pod prąd szukając czystej wody na tarło, ponoć, ja już tego nie pamiętam.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Ludzie jak ja nie lubię systematyczności. 12 kartek na dzień i przerwa, nie nie jest to styl mojej pracy . Ja wolę pisać tak długo jak myślę a potem to i tak się skreśli , wymaże i zgubi. Tylko czy warto cokolwiek pisać , by potem wszystko skreślić, wymazać i zapomnieć. Nie da się. Niestety nie da się. Słowo raz napisane drąży nasz mózg do samego pnia. Zawsze pamiętam słowa napisane i nie staram się ich wykreślać. Treść jest o tyle ważna o ile mnie samego interesuje innej opcji ja nie przewiduję. Wolność słowa i tak jest fikcją a za to wszystko odpowiada autor. Jednakże fikcja jest to prawda nie w całości ujawniona. Gram tu sam ,gram według reguł stworzonych przez siebie ale dla czytelnika łatwiejszych w czytaniu i zrozumieniu tekstu.
  • awatar Dejotka: Systematyczność u mnie odzywa się wtedy, gdy dzwoni dwonek przypominający, że czas się kończy :-) Tak, presja czasu to najlepszy motywator! Ale Ty pracujesz w tak sympatycznych warunkach, że nie wiem, jak możesz chcieć w ogóle przerywać :-) Powodzenia! I duuużo weny twórczej!
  • awatar nikt ważny...: ja też nie znoszę systematyczności! Zaraz za nią dla mnie idzie rutyna. Czasem - nie znam bardziej chaotycznej osoby ode mnie ;) Nawet do szkoły potrafiłam jeździć każdego dnia innym autobusem, żeby nie było tak samo :) Fakt, jesteś panem własnego dnia, więc pisz tyle ile masz ochotę. Jednego dnia może 9 stron, a drugiego wyjdzie może `15 ;) Pozdrawiam, i... daj znać, kiedy Twoja książka ukaże się w sprzedaży ;)
  • awatar madleine: póki autor interesuje się tym, co pisze, póty pisze prawdziwie. Gdy przestaje go to interesować, każdy uważniejszy czytelnik zauważy fałsz- czyż nie? :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Odseparowałem się od wszystkich na kilkanaście godzin. Praca wre na najwyższych obrotach, nawet udało mi się sporo nadrobić, lecz jednak zaległości pozostają. Nie wiem co i jak ja to wszystko ogarnę ale sytuacja jest raczej podbramkowa jakby to określił jakiś "sportowiec" taki od strzelania bramek. Nie lubię telewizora a jak już go oglądam to i tak jestem na nie. Film jakikolwiek by nie był to wolę oglądać sam w spokoju i nie daj boże aby mi kto w tym przeszkadzał. Nie cierpię reklam w trakcie oglądanego programu lecz bardzo lubię oglądać same reklamy na kasecie, niektóre są naprawdę boskie. U mnie w pokoju nie ma telewizora, jest odtwarzacz, jest monitor, są głośniki i tylko tu oglądam filmy. Sam mam niezłą kolekcję tych, jest tego około 500 a może i więcej. Lubię mieć to co lubię blisko siebie. Jak mi jakiegoś tytułu brakuje to wiem gdzie może być i tam idę i pożyczam na kilka dni. Każdy film lubię oglądać po kilka razy. Natomiast muzyka jest moim przewodnikiem po życiu. Uwielbiam tak zwaną muzykę poważną, lecz nie stronię od Gershwina czy Pendereckiego lecz ten ostatni jest bardzo ciężki i służy mi tylko wtedy gdy piszę o złych rzeczach. Muzyka lekka sprzyja mi w myśleniu i bardzo pomaga w utrzymywaniu nastroju. Bach, Chopin, Vivaldi czy Wieniawski to moi przewodnicy po melodii. Jak pracuję to zawsze słucham , słuchanie ułatwia mi komponowanie słów, zdjęć jak i całości. Tak było zawsze i tak niech już pozostanie.
  • awatar madleine: z tym zbieraniem ulubionych filmów ma tak samo Własny Osobisty. I niech no tylko któryś komuś pożyczę- od razu mam za swoje
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Telewizor. Telewizor to dla mnie jest rzecz zbyteczna dla człowieka w miarę inteligentnego. Niestety i dla takiego człowieka czasem i telewizor jest potrzebny. Telewizor jest potrzebny choćby po to aby popatrzeć jak dwoje dorosłych ludzi chce wszelkimi sposobami nam prostemu ludowi dostarczyć wiedzy na ich poglądy. Niestety Szczęście moje namówiło mnie na oglądanie sparingu Komorowski - Kaczyński. Ani jeden ani drugi nie jest moim ulubionym politykiem. Jednak z wielkimi oporami , ale jednak popatrzyłem na ten spektakl, a że nie jestem idiotą to do ucha przyłożyłem sobie słuchawki z radia program I . Po pierwsze głos w telewizorze był opóźniony o jakieś 20 sekund, po drugie telewizory wycinały niektóre sentencje z Komorowskiego. Zawsze mówiłem i jeszcze raz powtarzam RADIO zawsze górą. Tu choć nie wycinają i brak cenzury. Telewizja jest do dupy i dalej tak będzie jak nie zabiorą się za tych generałów od telewizora. Kto wygrał według mnie ta debatę? Tu bee or not tu bee ? Wydaje mi się że jednak Komorowski , bo ten drugi to tylko robił miny do kamery i niestety nie dał żadnej konkretnej odpowiedzi na zadawane pytania. Może jakby znał tematy pytań to by się przygotował ale chyba jednak nie znał. Już najgorszej odpowiedzi udzielił a w zasadzie nie udzielił jej wcale na temat zawiązków partnerskich ( kobita z kobitą, chłop z chłopem). Czyżby się bał a może sam jest w takim związku i się tego wstydzi, niestety nie wiemy i nie dowiedzieliśmy się tego. Ogółnie obaj zasługują na krytykę ale lekkie pierwszeństwo dałbym w tym zwycięstwie Komorowskiemu no może więcej jak lekko może troszkę więcej, w każdy razie remisu nie było nawet takiego ze wskazaniem, to było niestety zwycięstwo Komorowskiego i niech tak już pozostanie. Osobiście bardzo nie chcę by nastąpił powrót IV RP. Niech już będzie cokolwiek ale nie ta Rzeczpospolita , IV rzeczpospolita - tej nie chcę.
  • awatar madleine: @Wesley van der Zaret: no ja też za tydzień Komora będę musiała poprzec- wszystko byleby nie Kaczka! Ale dla mnie to nie będzie mniejsze zło- to będzie super-duża krzywda dla Polski.ale to już nie ode mnie zależne- to się stało. Tego kto wymyślił sondaże wysłałabym na stos. Kto zapytał kogokolwiek w moim miasteczku, na kogo głosujemy, by takie sondaże robic?
  • awatar POLTERGEIST: @Wesley van der Zaret: @Wesley van der Zaret: jakbym nie uprawiał sportu to bym Ci nie pieprzył o nim i nie śmiałbym sie z twojej atletycznej budowy. ale podtrzymuję że poglądami bliżej Ci do 70cio letniej kobiety niż do męszczyzny w sile wieku - na jakiego wyglądasz zresztą. Żal.
  • awatar Wes, kocury i rodzinka: @madleine: Ja mam to samo, ani ci ani tamci a tych co popieram to już nie ma w grze ale na jakiegoś konia postawić muszę , więc stawiam na Komorowskiego jest mi znacznie bliższy niż ten fałszywiec kaczor.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (14) ›
 

 
Po porannej kawce i dwóch tostach z ulubionym dżemem , chciałem pożegnać Szczęście moje i zatopić się w moim domku ogrodnika. Tyle prac mam pozaczynanych, że aż boję się o dotrzymanie terminów, a wydawce tego strasznie nie lubią. Niestety wyszło jak zawsze, to Szczęście moje jako moja ślubna połowa koniecznie w dniach mej klęski jeszcze musi mnie przydołować. Niestety tatku musimy porobić przy gnoju i koniecznie jesteś mi do pomocy w cieplarce potrzebny. No proszę i stary mąż na coś może się przydać. Tylko czy sprostam twardym zadaniom jakie stawia mi mój osobisty brygadzista, mistrz czy jak by ją nazwać. Z tym krowim gównem to poszło nawet szybko, bo więcej jak 2/3 przyczepki poszło do pojemnika na kloakę i zostało do pełna zalane wodą. Potem pojemnik został dokładnie zakręcony i przykryty daszkiem. Pozostałe gówna to poszły do wykopanych dołów na drzewka owocowe, które na jesieni zostaną w tych dołach umieszczone. Zapytacie jakie drzewka, więc pytacie niewłaściwej osoby. O tym co w tych dołach znajdzie się to wie tylko Bóg i moje Szczęście lecz w tym wypadku to Bóg może się troszkę pomylić.
Obiadek wydano jak zwykle o czasie a serwowana była boćwinka z naszego pola z dobieranymi ziemniakami polanymi skwareczkami ze słoniki z odrobiną cebulki. Dziewuchy dolały sobie na talerze sporą porcję śmietany a ja troszkę octu i sporo pieprzu. Jak gotuję to nie przyprawiam za ostro , bo dziewczyny potem kaszlą, więc doprawiamy każdy sobie według uznania.
Córcia ma wakacje. Jakie wakacje, tak się przyjęło , że nauczyciel ma dwa miesiące urlopu. Otóż jaka totalna bzdura, nauczyciel zatrudniony w szkole feryjnej(takiej gdzie są ferie zimowe) ma 8 tygodni urlopu (2 tygodnie zimą i 6 tygodni w lecie). Już o prezentach otrzymywanych w ten dzień wydawania świadectw to już lepiej nie wspominać. Córcia uczy w dwóch szkołach w jednej ma pełen etat i nawet troszkę ponad bo 20 godzin a w drugiej uczy tylko łaciny i jest zatrudniona na 8/18 etatu. A z prezentów to przyniosła dwa dość skromne bukieciki kwiatków i jeszcze kilka pojedynczych różyczek. Żadnego kryształu, żadnej książki oj a za moich czasów kiedy to nauki pobierałem tośmy całą klasą składali się na przeróżne prezenty dla prawie wszystkich nauczycieli a kwiatki to już każdy uczeń obowiązkowo wręczał w momencie otrzymywania świadectwa. Jakie ciężkie teraz czasy nadeszły.
No i zbliża się dwudziesta druga a ja mam wreszcie wolne i mogę popracować na bułeczki i szyneczkę. Już płyta gra w tle , herbatka w termosie z domu przyniesiona , no to do roboty.
  • awatar Bafka: I tak powinno byc. To tyle na ten temat.
  • awatar Bafka: hahaha te czasy z wielkimi prezentami dla nauczycieli to juz dawno minely, ale to dobrze. Bo Ostatecznie nauczyciel to zawod, ktory sobie dana osoba sama wybrala. Ale znowu nie jest w niczym lepszym od innych. W znaczeniu uznania za prace. Bo czy dla przykladu na koniec roku kalendarzowego ktokolwiek mysli aby obdarzac kwiatami i prezentami powiedzmy listonosza, ktory caly rok zasuwal kilometry z ciezka torba by dostarczyc nam nasze listy, czy deszcz czy mroz czy upal? Albo czy sie obdarza kwiatami i prezentami smieciarzy, ktorzy musza wywozic nasze smierdzace smiecie? I tak po kolei moznaby o kazdym pomyslec... Wiec osobiscie uwazam, iz dobrze sie stalo, ze te wszystkie przesadzone prezenty i bukiety naleza do przeszlosci. Sama mieszkajac tu w niemcolandzie sie z takim czyms nie spotkalam. I to nie jest brak szacunku dla nauczyciela. Robi sie od calej klasy jeden wspolny bukiet i jeden symboliczny prezent na koniec szkoly i tylko na koniec szkoly.
  • awatar madleine: nie chcę przeszkadzać, ale powiem Ci, że strasznie Wam tego obiadku dzisiejszego zazdroszczę. Miłej i owocnej pracy. Mam nadzieję, kiedyś kupić coś twojego w księgarni
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Dzień dzisiejszy był ostatnim dniem jaki dostałem od siebie na przeprowadzkę, całkowitą przeprowadzkę mego biura do domku ogrodnika. Teraz jestem szczęśliwy, bo mam wreszcie gdzie i to na dodatek w spokoju pokończyć to wszystko co już od kilkunastu miesięcy pozaczynałem.
Na parterze mam salon a właściwie biuro i łazienkę, natomiast na poddaszu jest moja ciemnia fotograficzna i magazyn a raczej skład moich wypocin już podrukowanych we właściwym wzorze. Tu na poddaszu kompletuję i wykańczam moją książkę o cmentarzach ewangelickich na terenie północno wschodniej Polski. Tu robię w malutkim studio robię odbitki zdjęć najpierw je składając , dopieszczając i ewentualnie retuszując. Potem tylko to jeszcze raz trzeba wziąć na stykówkę i już gotowe.
Na dole czyli w salonie mam swoje komputery do pisania , bo tak je traktuję. Oczywiście jest tu dobry czytnik płyt CD i dobry odtwarzacz, nie ma telewizora ale radio jest. To jest mój azyl. Tu mogę się skupić i do woli wymyślać wymyślone już rzeczy i sytuacje. Tu jest cicho i tylko lekka muzyka czy to Vivaldiego czy Chopina dodaje mi kopa do dalszej pracy.
W dużym domu nie potrafiłem się skupić i zawsze mi coś przeszkadzało a to za głośno grający (ryczący) telewizor , a to zbyt głośne rozmowy Szczęścia mego z Córcią lub z kompankami od darcia pierza. Już ostatnio to najbardziej nie dawały mi spokoju krzyki podniecenia z powodu strzelonej bramki lub jeszcze gorzej tej niestrzelonej. Kompletnie nie znam się na tej piłce nożnej i naprawdę nie wiem o co tu chodzi lecz skoro dziewczyny chcą tracić czas (blisko dwie godziny) na każdy mecz to ich wola , a to przecież wolny kraj. Niech im tam.
Dalej gotuję moim pannicom, dalej staram się być pomocny im we wszystkim o ile tylko potrafię. Jednak czas tu na moją niekorzyść biegnie. Muszę pokończyć sprawy zaczęte i stawić czoła do następnych wyzwań. Wszystko jest oczywiście z moimi damami uzgodnione i one też są za. Ja potrzebuję tylko pięć, siedem godzin dla siebie a w tym czasie dla nikogo mnie nie ma.
Wiem , że trudny ze mnie facet ale taki już jestem , konkretny aż do bólu .
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Dziś do rana łaziłem po strychu i szukałem w rupieciach jakiegoś wózka czy choćby jakichś kół dobrych do montażu. Koniecznie musiałem zrobić wózek do przewozu gnojówki a i może do czegoś jeszcze. W końcu znalazłem jakiś stary głęboki wózek dziecięcy na dużych kołach o pełnych gumach i z dużymi kołami. Taki w sam raz mi się nada. Znalazłem też niedużą beczkę po jakimś oleju do pieca jak to jeszcze z ekologią nić nie mieliśmy wspólnego. Poszła w ruch spawarka, wiertarka i kilka innych przyrządów elektrycznych i po kilku godzinach wózek gnojarz był gotowy. Teraz poszedł w ruch pędzel i jakieś farby aby pokryć ewentualne moje braki w ślusarskim fachu, wprawdzie jestem inżynierem ale takim od nawigacji morskiej a to zasadnicza różnica. Nawet to dzieło , moje dzieło mi się podoba. Wprawdzie moje Szczęście nie wchodzi do warsztatu gdy ja tam pracuję, bo wie jak nie lubię jak mi ktoś patrzy na łapy ale przyszło. Takiego błysku w oczach to ja już dawno nie widziałem, ostatni raz to chyba jak na nasze dwudziestolecie dałem jej pierścionek (a tam niech ma - zasłużyła wszak na to). Ja szczęśliwy , Szczęście moje zadowolone czyli ogólnie radość rodzinna. No to poszli do kuchni robić obiadek, bo okazuje się że Córcia wcześnie przyjdzie z roboty i ma do mnie jakiś interes.
Obiadek był normalny , zacznę od surówek, sałata z kefirem i ogórki z koperkiem w śmietanie (sałata i ogórki z własnych upraw), kompot truskawkowo-rabarberowo-poziomkowy to też z naszego pola. Do tego ziemniaczki (piure) i jaja sadzone no i jako danie szefa kuchni już rano przygotowany szpinak po mojemu. Córcia przyszła punktualnie , spożyliśmy obiadek a w trakcie jedzenia dowiedziałem się , że Córcia chce do swoich biologicznych rodziców pojechać.
No problem. Jedziemy pozmywamy potem. Pozostawiliśmy wszystkie gary na stole i do autka. W międzyczasie dowiedziałem się od Córci , że tam to woli ze mną jechać bo razem jest jej milej. Cmentarz jak cmentarz ani ładny ani brzydki, każdy wygląda podobnie. A na tym to jesteśmy bardzo często, niedawno byliśmy na dzień matki ale po co dzisiaj. Dopiero po czasie przypomniałem sobie jak w moim radiu gadali o Dniu Ojca lecz przeszło mi to koło uszu. Córcia położyła kwiatki na grobie ojca, zapaliła ojcu i matce po zniczu i troszkę pomedytowała. Ja oddaliłem się na pewną odległość aby miała choć troszkę intymności. Po kilkunastu minutach przyszła do mnie ale z jej oczętami nie za dobrze było, musik płakała.
Jak jechaliśmy do domu to powiedziała mi , że lubi to święto ten dzień ojca. Ludzie jak mi się przykro zrobiło to tylko chłop potrafi zrozumieć. Zajechaliśmy do domu a tu od progu wita nas Szczęście moje że właśnie kawkę po włosku zrobiła i już podaje sernik jaki ty Tatuś lubisz. Szok. Szok. Szok. Sernik , kawka po włosku a może jeszcze po kielichu będzie. Jezusiczku co one zrobiły złego te moje babska.
W jadalni stół posprzątany , jakieś kwieciste wiechcie na stole, talerzyki do ciasta podane , kawusia już rozlana , serniczek pokrojony aż boję się bać na jaki czort takie przekupstwo. Siadam, one też siadają, dostaję porcję(solidną porcję) serniczka. A myśli cały czas krążą jak księżyc wokół Ziemi. Wchodzi Córcia i kładzie przede mną pudło (gustowne pudło) owinięte czerwoną tasiemką, oj będzie źle myślę sobie, ta dopada mnie i szczerzy zębole i dawaj do całowania się bierze. To tatku dla ciebie w Dni Taty.
Jakbym był w ciąży to chyba w tym momencie wszystkie wody by odeszły , taki szok, takie szczęści, taka radość. Łoj , łoj i wszystkie myśli , wszystkie złe myśli przeszły od razu. W rym kartonie to był prezencik na ten dzień dla mnie, oj piękny prezencik.
W kartonie było sześć butelek mojego ulubionego portera łódzkiego, 1 i 3/4 litrowa butelczyna Jasia Wędrowniczka, zewnętrzny twardy dysk o pojemności 4 TG i cygaro, jedno cygaro z samej Kuby rodem. No, no to się otrzymało a i ogromną radość mi sprawiło, a kosztować musiało niemało. Ot i ja mam swój Dzień Ojca i to na dodatek taki jakiego się nie spodziewałem, wprawdzie Córcia zawsze pamięta o tym dniu ale to co dziś zrobiła to już szczyt szczytów przywiązania i miłości.
  • awatar Wes, kocury i rodzinka: @madleine: Dzięki, teraz siedzę w domku ogrodnikai piszę. Staram się pisać, bo czas nagli, a to bardzo ważne. Wes.
  • awatar madleine: @Wesley van der Zaret: no niestety. Tak czy inaczej- wszystkiego dobrego z okazji tego święta :) Pozdrawiam i miłego wieczoru życzę
  • awatar Wes, kocury i rodzinka: @Nortus & Xylia: I tak jest od dwudziestu sześciu lat. Powodzenia Wes.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Już od rana Szczęście moje dzwoniło do koleżanki tej od darcia pierza. Kiedyś się umawiały na objazd po sklepach oraz po lumpeksach, bo może coś będzie. No i pojechały po dziesiątej a mnie ten mój Żandarm wysłał po krowie gówno. Nawóz jest potrzebny dla jakości i dobroci plonów, naszych plonów. Szczęście moje ma dwa duże pojemniki prawie całe zakopane a w każdym mieści się po 1 metrze sześciennym tego specyfiku. Jeden jest cały pusty a w drugim to starczy na ten rok. Dostałem polecenie aby dobrze to gówno wybierać i aby za dużo ściółki nie było, bo będzie niedobre. Ludzie to już wykorzystywanie i czuję się jak jakiś wyrobnik na gospodarstwie rolnym. Jak nie koszenie to podlewanie krowieńcem roślinek, jak już i to zrobię to zaraz trzeba wziąć sekator i taczkę i skracać to co się da i tak w kółko. To moje cudo chyba zapomniało , że jestem już wiekowym gościem a do tego leniem i nie można się tak nade mną znęcać fizycznie i psychicznie. Muszę iść do sąsiada prawnika po poradę prawną czy aby jest na to jakiś paragraf.
Krowie kupy u rolnika hodowcy już były odłożone i oczyszczone ze ściółki. Gospodarz pomógł mi to gówno na przyczepkę załadować i nawet grosza za towar nie wziął. Kawkę wypiliśmy w jego gabinecie przy domku dla krów. Nie wiem czy to obora czy chlew ale wiem , że niektórzy mają chyba brudniej w domu jak u tych krówek jest. Pamiętam jak u mego wujka na wsi to strasznie tam śmierdziało a much było tyle ,że trzeba było mieć usta zamknięte , bo groziło połknięcie kilku naraz. A tu czyściutko , pachnąco , muchy wprawdzie były ale jednostki pojedyncze i od razu przez jakieś tam elektryczne ustrojstwa niszczone. Wszystkie odchody automatycznie sprzątane, krowy czyste a nie tak u mego wujka całe osrane. Piękna i w pełni nowoczesna linia udoju. Ludzie jak się toto wszystko pozmieniało. Pan hodowca (bo już nie rolnik) po tym pomieszczeniu dla krów jak tam wchodziliśmy zakładał fartuch lekarski i buciki jednorazówki a i mnie kazał to wdzianko założyć a i buty też. Jak wchodziliśmy do pomieszczeń hodowlanych to trzeba było przejść przez tunel z lampami ultrafioletowymi. Proszę , proszę to ci zmiany. To wszystko widząc jestem zadowolony z tego , że za karę musiałem tu jechać. Jak bardzo się czasy zmieniły , wujek mój hodował pięć krówek (żelaznych krówek) a to 100 mlecznych i 150 do rzeźni. I to wszystko prawie w mieście, w dość dużym mieście, wprawdzie na obrzeżach lecz do centrum jest jakieś sześć kilometrów, nawet rowerem da się radę.
Z tym towarem do domku przyjechałem to Szczęście moje już w domku było i przymierzało zakupy, jakby w sklepie nie było przymierzalni. Jeden ciuszek, drugi, trzeci i kilkanaście kolejnych a tu ciągle jeszcze torby pełne. Czyżby baby napadły na jakiś komis czy co? Nie to Moje Szczęście dostało szalu zakupowego (ma takie coś co jakiś czas). A jaka minka, uśmiech na twarzy , że gdyby nie miała uszu to śmiałaby się dookoła głowy. Zakupy zakupami może i kosztują ale uśmiech na tej twarzyczce bezcenny. Zapewne niektórymi rzeczami podzieli się z Córcią , bo dla niej troszkę za ciasne a i za długie. Najbardziej to podobała mi się w takich krótkich spodenkach co to dupkę dobrze pokazują i w bluzeczce co to pięknie cycki widać lecz jak zobaczyłem jej nowe majtasy to mnie taka chuć wzięła , że o mało by do prywatnego gwałtu doszło niestety kumpela od darcia pierza cały czas była u nas i co i znowu dupa ! . Będzie musiała powtórzyć to wszystko później.
  • awatar Wes, kocury i rodzinka: @dejotka: Szczęście moje zawsze mnie w konia zrobi, pozdrawiam Wes.
  • awatar Dejotka: :-) ubawiłam się tym Waszym podziałem ról - Ty po kupy a żona po ciuszki :-) pięknie!!
  • awatar madleine: pomyśl jaki dobry wpływ na twoje zdrowie ma te ganianie przez Szczęście. Formę na długo zachowasz, długo nowymi sexi strojami będziesz się cieszył ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
No i co, no i nic. Wybory były?, ano były. I co z tego my ludzie z nizin politycznych mamy, ano nic. Dalej nic nie wiemy. Wiemy tylko tyle , że Gajowy lekko stoi wyżej od Alika. Różnica bardzo malutka między nimi jest a druga tura dopiero pokarze kto z tych panów zasiądzie na Urzędzie. Wprawdzie Gajowy nie należy do moich ulubionych polityków ale po stokroć wolałbym aby pan z plandeki tam zasiadł. Wprawdzie ja osobiście nie wyobrażam sobie sytuacji kiedy pisiory kolejny raz zaczną mieszać w polityce zagranicznej , bo jakoś z krajową to sobie plandeki poradzą przy udziale chłopstwa. Nigdy nie powinno się mówić "nigdy" lecz pisiorowskiej demokracji to ja chyba nie zniosę. Choć widzęw tym pewien maleńki plusik, bo jak Alik zostanie najważniejszym Majstrem w naszym Kraju to nie będzie miał go kto u pisiorów zastąpić. Wówczas to się rozpieprzą i tyle po nich. Bo i kto by mógł zasiąść na fotelu prezesunia, to już na wyborach u pisiorów było wiadomo tylko jeden człowiek stał w pierwszym rzędzie a dalej to tylko tło , nawet nikogo w drugim planie. Wprawdzie dziwi mnie to , że oni (pisiory) jeszcze istnieją, bo jak mnie pamięć nie myli to jest to czwarta partia którą stworzyli a trzy pozostałe to już dawno przestały funkcjonować. Takie to nowe prawo kaczorskie - stworzyć po to aby za niedługo zniszczyć , niestety do tego to są zdolni i tego z całego serca im życzę.
A my pozostali niestety musimy znowu wybierać między jednym drugim, między dobrem i złem, między rozwojem a stagnacją. Tylko nie głosujmy tak abyśmy po jakimś czasie żałować oddanego głosu. Mamy tylko jeden głos, szanujmy go.
To nie jest agitacja ale moje własne przemyślenia. Przepraszam za to że tak myślę ale mnie to już się nie zmieni.
  • awatar Wes, kocury i rodzinka: @kochanica demona: Czytam Ciebie, czytam. Prawie wszystko wiem, smutno mi, że nie znalazłaś żadnego meldunku. A wybory i tak będą do dupy, aby tylko nie przeszkadzali tym co to mają już plany na najbliższe lata. Pozdrawiam Wes.
  • awatar Wes, kocury i rodzinka: @madleine: Nie martw się ale ze wszystkich sił trzeba ludzi wokół zmobilizować aby IV RP już nigdy nie powróciła. Pozdrawiam Wes.
  • awatar madleine: ach, smutno mi, że to oni akurat walczą o prezydenturę, smutno mi, że na tą drugą turę tyle pieniędzy pójdzie, coby za nie można powodzianom pomóc... I smutno mi, że Polacy tak się popisali i tylko niecałę 55% społeczeństwa głosowało
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Niech wreszcie zacznie padać , bo to moje Szczęście mnie wykończy albo sam umrę z nadmiaru pracy. Już wiem dlaczego lubię zimę, bo zimą tylko troszkę śniegu jest odgarnięcia ze ścieżek i spokój przez resztę dnia. A latem to jak nie jedna robota to zaraz potem druga. Dzisiaj kazano mi łazić z konewką po polu i podlewać łajniokiem nowo posadzone porzeczki i jagody kamczackie a potem jeszcze (bo zostało tego łajnioka rozrobionego sporo), dostałem rozkaz podlania winogron i wiciokrzewów. Nie dość tego, że narobiłem się solidnie, to i tak zadowolenia na posępnej od kilku dni twarzy mego Szczęścia nie uświadczyłem.
Tak w zasadzie to robota nie była ciężka co nachodziłem się jak przysłowiowa blondynka. Nie znacie to muszę opowiedzieć - pewna blondi szukała pracy dobrze płatnej , no i dostała , to była praca przy malowaniu pasów na asfalcie . Pierwszego dnia zrobiła 1000 metrów, drugiego 500 a trzeciego niecałe 200 metrów. Gdy kierownik ją zapytał dlaczego ma coraz słabszy wynik to jak to blondi odpowiedziała , że teraz to ma coraz dalej do puszki z farbą. To tak jak ja zamiast napełnić pojemniki łajniokiem, zabezpieczyć przed rozlaniem, wsadzić na przyczepkę i dowieść na miejsce to ja łaziłem jak ta blondi od krzaczka do beczki i tak kilkadziesiąt razy. A może to moje Szczęście to ma rację , że kazało wszystkie (które złapała) noże w kuchni z obu stron naostrzyć abym obojętnie jak nóż złapał to mógł kroić, siekać czy rozdrabniać.
Córcia dalej jest zakochana ale tak jakby troszkę mniej , łazi ze swoimi kumpelkami i w domu jej coraz mniej. Oj i wróbelek z gniazdka wyfruwa. No i po co i dla kogo ta wielka chałupa, bo dla dwojga stetryczałych starców płci obojga to aż nazbyt za dużo.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Kolejny dzień ze słońcem, może nie za gorący ale ciepły, bezdeszczowy i prawie bezwietrzny. Moje Szczęście po śniadaniu zorganizowało dzień i tak najpierw na pole do roboty, potem obiadek, po obiadku wszyscy jedziemy oddać swoje bezcenne głosy, po głosowaniu do marketu po węgiel drzewny (skończył się) i jakieś piwko (najlepiej zimnego Lecha), po zakupach grill i na tym dzień się zakończy - chyba się zakończy na tym.
Wiecie wielkie szczęście jest posiadać szczęśliwą rodzinkę, ładny domek, niezłe autko lecz czy to nie przesada. Nie dość , że mam żonę, to mam też córkę, domek jest O.K. ale po co tyle hektarów do obróbki wokół tego domku.Nadejdzie kiedyś dzień , że zaleję to wszystko betonem i to bardzo grubo. Jak chcę postawić autko w dowolnie przez siebie wybranym miejscu to zaraz mam żandarma przy sobie i zaczyna kierować ruchem , bo zaraz Córcia wyjeżdża i musi być przejazd , no ten swój traktor to w garażu byś jakoś dobrze ustawił, bo nawet nie można taczki wyciągnąć. Nie ja się chyba zabiję alb o jeszcze coś gorszego sobie zrobię, bo takiego gderania to nawet taki nadzwyczaj spokojny człowiek jak ja nie wytrzyma. Czasem to mam i za dużo żony, córy, domu, trawy, jeziorka i wszystkiego na czym jeszcze wczoraj mi bardzo zależało. Czasem to czuję się wykorzystywany przez wszystkich i to aż do bólu. Po jakimś czasie mi to mija wszystko i znowu jest normalnie. Czyżbym miał te trudne lata już sam nie wiem. Najgorzej jednak jest wtedy gdy wszystkich domowników dopadnie ta przypadłość to tylko wyprowadzać się albo cóś.
Ogólnie jedna idzie żyć i oby gorzej nie było.
  • awatar nikt ważny...: na pewno każdy ma czasem gorsze, lub lepsze dni, wtedy przeczekać, to najlepsze wyjście. Mam nadzieję, że u Ciebie dzień skończył się równie dobą pogodą jak się zaczął... u nas - od rana lało, kropiło lub mżyło :( pozdrawiam i - spokojnej nocy :*
  • awatar madleine: Hej Wes, co to za kryzys? Ja wiem, dwie kobitki na jednego faceta- to czasem może męczyć. Ale mam nadzieję, że przy tym zimnym Lechu zrelaksujesz się i humor wróci do normy. A swoją drogą: bardzo lubię Lecha
  • awatar Gość: dzień dobry, ja zaraz z narzeczonym gonię na wybory:D:D:D:D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Córcia jak to Córcia, chodzi taka jakaś nie w sosie. Wiem ma problem, sam wiem, co to znaczy zakochać się a na dodatek jeszcze jak nie wiadomo w kim. Cały dzisiejszy dzień ze Szczęściem moim w polu walczyły a to z chwastami a to z robalami. Robota im się w rękach paliła, po obiadku poszły do cieplarki wycinać dolne liście z pomidorów i podwiązywać ogórki. Podlały wszystko gówieńcem takim odleżałym od kilkunastu miesięcy. Minki miały zadowolone a i szczęśliwe po wykonanej dobrze robocie. Za taką dobrą postawę obywatelską dostały lody truskawkowo - poziomkowe com to dla serduszek moich w międzyczasie zrobił na dodatek okrasiłem to tęgą śmietaną z listkami czedkolady. To ma być ostatni gorący dzień a od jutra znowu chłodne dni i zimne noce.
Ja ze swoim biurem przeniosłem się do domku ogrodnika , tu zorganizowałem sobie mój azyl nie tylko polityczny ale osobisty. Mój dom to moja twierdza i niech tak pozostanie.
Wieczorkiem po kolacji przyszła do mnie córcia i włączyła odtwarzacz i pokazała mi film , film z koncertu , z zakochanego koncertu. Kilka razy robiła stop klatki aby pokazać mi swego lubego. Chłopiec jak chłopiec (nie gustuję w chłopcach i nie potrafię określić czy to jest ładne czy nie)taki sobie niby wysoki , chudy (nawet za bardzo), jakiś taki ryżawy czy co, jedno na plus muszę mu dopisać jest biały , ma białą rasę, nie, nie jestem rasistą ale człowieka z innej rasy to w rodzinie bym mieć niekoniecznie chciał. Ogólnie gościu nie wywarł na mnie piorunującego wrażenia ale Córci się podoba i to bardzo. Porobiliśmy kilka odbitek z filmu i się zobaczy co to za gościu jest i gdzie go szukać, a przecież świat jest teraz coraz mniejszy.
Idąc za radą kilku dziewczyn co to w tej sprawie do mnie pisały , postanowiłem nie drążyć za bardzo sprawy a raczej pozostawić ją do samoistnego rozwiązania. Córcia nigdy mi nie opowiadała o swoich sukcesach sercowych, zawsze jednak informowała o tym że idzie na jakąś balangę , z kim idzie, i o której wróci, jak jednak nie mogła wrócić to dzwoniła i zawsze mówiła o której przyjdzie. Myślę , że ma sporo wolności a to informowanie to tylko dla jej dobra i naszego spokoju. Kocham ją nad życie i niech tak pozostanie. Jednak jakby chciała wyjść za mąż za murzyna to cóż ja mógłbym powiedzieć i powiedziałbym temu czarnemu - witaj w domu. Taki już jestem. Któraś z moich respondentek zapytała mnie czy moja Córcia miała kontakt fizyczny z mężczyzną a skąd mnie to wiedzieć, lecz myślę że tak. Jednakowoż nie chcę w jej prywatne i bardzo osobiste sprawy wnikać tak bardzo, jedno wiem na pewno jak już do tego doszło to zapewne ona to dokładnie przemyślała , przeliczyła i wewnętrznie zaakceptowała, bo to mądra kobitka jest. Ja natomiast nigdy nie chciałbym być przyczyną jej zmartwień.
  • awatar Anukett: przepraszam ale sama mam 20-letniego syna i trochę te dylematy są dla mnie zaskakujące jak kobietę przed 30, na początku myślałam że córcia ma z 14,15 lat a teraz to nie wiem co powiedzieć
  • awatar Gość: @Wesley van der Zaret: to całkiem zrozumiałe :)
  • awatar madleine: dobry i mądry z Ciebie ojciec :) wszystko się ułoży. Pozdrawiam i miłego weekendu życzę
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
No i wiecie co , postanowiłem tak Wy to radzicie, pozostawić sprawę w spokoju niech się sama ułoży. Teraz Córcia jest w pracy ale ma dziś tylko ostatnie poprawki dla chętnych i dla tych co to chcą się poprawić oraz dla tych co chcą mieć dużo lepszy stopień na końcowym świadectwie. Jak wstała to ja już na nogach byłem. Zrobiłem jej ulubioną herbatę z odrobiną mleka i tosta z miodem. Minkę miała taką nie za bardzo, lecz do wczorajszej rozmowy nie wracaliśmy. Gadaliśmy o wszystkim czyli o niczym. Widziałem , że się męczy. Przypominam sobie mnie samego jak to zakochałem się a wtedy ani jeść , ani spać , ani rozmawiać nie mogłem a już o jakiejkolwiek pracy nie wspomnę w ogóle. Wprawdzie ojcem jestem lecz nie biologicznym ale przez te 26 lat kiedy Córcia jest z nami to pod serduchem czuję całkiem tak jakbym to ja dał jej życie.
Dzięki Wam dziewczyny co to z dobrą kobiecą radą pospieszyły i tym co pisały otwartym tekstem jak i tym co wiadomość na pocztę wysłały. Szczególnie dziękuję Nimfetce, Niena.., madleine, Bafce i przyrzekam, że zastosuję się Waszych rad.
Jednak dowiedziałem się , że na tym koncercie koleżanka Córci robiła film. Pooglądamy go razem i może znajdziemy tego ktosia. Jak go znajdziemy to moja już w tym głowa aby dowiedzieć się kto zacz a być może i Córcia zechce w tych poszukiwaniach uczestniczyć. W każdym razie i tak na kilka dni planowałem wypad do Nissalla więc będę miał dodatkowe zajęcie. Tak bardzo chciałbym mojemu maleństwu pomóc w tym wszystkim. Jednak przyrzekam , że przed orkiestrę nie będę wychodził.
Teraz to Córcia jest najważniejsza a doglądaniem całego przedsięwzięcia naszej wspólnoty pozostawiam na drugim miejscu. Najpierw rodzina potem robota.
  • awatar madleine: otóż to! Po pierwsze Córcia na pierwszym miejscu, po drugie: nie wychodź przez orkiestrę. Wierzę jednak, że podczas tych poszukiań będziesz tak taktowny, że wszystko będzie ok :) Pozdrawiam i miłego dnia życzę
  • awatar nikt ważny...: tak czytam to, co piszesz i wiesz... Wasza córcia ma szczęście mając tak fantastycznego ojca...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›